EGIPT - SHARM - RAS MOHAMMED - lipiec 2012
Podwodny świat nie kryje przed człowiekiem swojego uroku, jest otwarty na nas – podwodnych ludzi… ludzi, którzy go chronią, to cudowny świat głębin...
Przede mną kursy, zaczynam przeglądać podręczniki. Czy nie mierzę zbyt wysoko? A jednak warto się uczyć, ciągle czegoś się dowiaduję. Już wiem jakie są zasady nurkowania z łodzi, strefa sucha i mokra, obuwie, montowanie sprzętu, wejście i wyjście z wody, kiedy z płetwami, a kiedy bez, wiem coraz więcej... Nareszcie zapanowałam nad pływalnością, jest idealnie, już to czuję. A to dopiero początek tej wyprawy. Szymek zaczyna kurs, a ja mam trochę czasu dla siebie. Basen – jak zupa, leżaki – to patelnia, chyba jednak przejrzę te podręczniki, to ciekawsze zajęcie. A wieczorkiem spacer nad morzem...
Rafy na Tiranie. Pierwsze nurkowanie: na głębokości ponad czterdziestu metrów, robię kurs nurkowania głębokiego, dopasowujemy kursy do potrzeb, to przyda się na wraku Thistlegorm już za parę dni. Tak dla porównania – bez kursu mogę do osiemnastu metrów... Przepłynął obok nas rekin białopłetwy, całkiem spory. Pływamy bardzo spokojnie, więc nie zwrócił na nas uwagi. Tym razem rekin nie chciał nas zjeść… Widziałam też orlenia, coś przepięknego, to naprawdę rzadki widok... A potem wpłynęliśmy w wąską kotlinę, taką rozpadlinę w rafie, wyglądała jak jama i była na głębokości czterdziestu metrów. Nagle zrobiło się zimniej, było niesamowicie. W zagłębieniach odpoczywały różne stworzenia, była tam ogromna murena...
Drugie nurkowanie: przepiękne rafy, kolorowe kwiaty ze świata bajki i metrowy żółw, który dał się obejrzeć ze wszystkich stron.
Trzecie nurkowanie: już na nitroksie, bo robię również taki kurs. Nitroks to mieszanka ze zwiększoną zawartością tlenu, pozwala na dłuższe nurkowania, więc się przydaje. To nurkowanie było zaskoczeniem dla wszystkich, zdarzyło się coś wyjątkowego. Ugryzła mnie ryba – triggerfish!!! Trochę za późno zauważyliśmy, że pływa niedaleko parka, a teraz jest okres godowy, więc zostaliśmy potraktowani jak intruzi. Mnie złapała za nogę, a instruktor oberwał po płetwach. Nie było to przyjemne, ale i tak mnie rozbawiło. Teraz wyglądam jeszcze ciekawiej – siniaki i ślady zębów...
To jest niezwykły dzień spędzony na łodzi, zupełnie wyjątkowy. Pierwsze nurkowanie na rafie Boba: jaskinie, jaskinki, jamy, weszłabym w każdą szczelinę, gdyby instruktor mi ją wskazał... Naprawdę lubię takie miejsca. Niektórzy boją się zamkniętych przestrzeni, a ja lubię się w nie wkradać... Jest niesamowicie, wąskie przejścia, mnóstwo skałek, raz w górę, raz w dół. Patrzę jak instruktor wciska się w jakąś dziurę, no i kalkuluję, jeśli on się mieści, to czemu nie ja? Też się wciskam... Kolejne zdobycze: nowe zadrapania, parę siniaków... W tych jaskiniach trafiamy na skorpenę. Przy dnie, ukryta w piasku, czekająca na ofiarę, niebezpieczna... Przepływam nad nią i po problemie... Jest wąsko, ale się mieszczę. Człowiek w takich miejscach poznaje siebie na nowo. Naprawdę, nie wiedziałam, że nie będę miała oporów, aby pływać w takich zakamarkach. Chyba bardziej obawiam się ludzi, niż otaczającego świata.... tego świata jestem ciekawa, czuję się jego cząstką.
Drugie nurkowanie: przepiękny las prawie dziesięciometrowych gorgoni na rafie Gamila. To tak samo zaczarowane miejsce jak las irlandzki. Coś niezwykłego, to trzeba naprawdę zobaczyć. Gorgonie są tak wielkie, że można się w nich schować. No i dziesiątki tuńczyków, od samego początku towarzyszą naszym nurkowaniom.































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz