środa, 5 czerwca 2013

Od cukru do pieprzu, poprzez sól...

Jeśli szczęście jest dotykiem prawdziwych chwil, to jest w nim cukier, odrobina soli i kruszynki pieprzu... to prawdziwość istnienia, w którym cierpienie też jest niezbędne, aby dotrzeć do celu, zrozumieć sens drogi.


ja i ty
i to coś ulotnego, niezwykłego, niewidocznego... między nami
trochę ode mnie, trochę od ciebie
dzielimy się tym... co mamy
czasami to słodycz nieporównywalna z niczym, lukier na szczęśliwych chwilach
zdarza się też odrobinka soli
tak potrzebnej
aby nam zbyt słodko nie było
a pieprz jest jak przebudzenie, chwila innego smaku
kolor goryczy istnienia
którego też nie może zabraknąć


Wszystko ma swoje proporcje, wszystko jest czasami potrzebne... i sól, i cukier, i pieprz... Nadmiar słodyczy... powoduje mdłości, odrobina soli wzmaga apetyt, okruchy pieprzu smak wyostrzają, a przyprawy dodają aromatu... Niczego nie może zabraknąć. Niczego nie może być w nadmiarze. Wtedy przepis jest idealny, a smak przyrządzonej potrawy raduje nasze podniebienie. To tajemnica mądrości kulinarnych... przepis na prawdziwe relacje międzyludzkie, w których zabraknąć nie może niczego... wtedy są realne, nieudawane, bez fikcji istnienia, po prostu rzeczywiste.

Spoglądam i widzę. Szukam prawdziwego czasu i zaczynam rozumieć... Odnalazłam przyczynę smutku, powód chwil, wydawałoby się, nieuzasadnionych. Prawdziwe sekundy to nie tylko szczęście, to też momenty cierpienia, które dotykają naszej drogi. Tak musi być, takie chwile też muszą istnieć... są po to, aby dotrzeć do szczęścia... otrzeźwić umysł, pozwolić spojrzeć z boku... To droga, którą trzeba przejść. Poprzez ból odkrywamy istnienie, zaczynamy naprawdę czuć, że żyjemy. Ta droga to pasmo chwil, których dotykamy, a w nich słodycz, pieprz i sól, naszego życia prawdziwe barwy.


A więc...
Jeśli szczęście jest dotykiem prawdziwych chwil, to jest w nim cukier, odrobina soli i kruszynki pieprzu... to prawdziwość istnienia, w którym cierpienie też jest niezbędne, aby dotrzeć do celu, zrozumieć sens drogi. Szczęście to coś więcej niż piękne chwile, ciepło i radość, i błękit na niebie... Szczęście to również ból, narodziny i śmierć, każda prawdziwa chwila, której dotknięcie prowadzi do odkrycia sensu istnienia. W każdej sekundzie mija czas, ten moment to życie, niewielki fragment drogi... W każdej sekundzie dotyka nas ciepło, chłód, smutek, radość... czyjeś westchnienie... Czujesz, że jesteś. Dotykasz naprawdę... i nawet jeśli boli, to idziesz dalej. Każdy kolejny krok istnienia prowadzi do szczęścia, bo każda prawdziwa chwila to jego dotknięcie. Więc nie smuć się bólem, to nowe doznanie, po którego przetrwaniu, cud szczęścia zobaczysz. Twoje chwile to kroki, które przemierzają twą drogę. Przyjmij je do serca, zaakceptuj siebie... to twój los, przyjmij go, a odzyskasz szczęście. To wiele chwil, bardzo różnych, czasami smutnych, jednak prowadzących do ciepła, kolorów, uśmiechu... To droga, którą przemierzamy... To nasze istnienie mierzone w przebiegu czasowym... To realny czas naszego trwania, ciąg chwil... to prawdziwe życie.


6 komentarzy:

  1. Wynika z tego, że życie jest mieszaniną smaków i to my sami decydujemy czy będzie słodkie, czy kwaśne jak cytryna:-):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I potrzebne jest właściwe wyważenie, odrobinki smaków mieszają się, są jak barwy, nieskończenie wiele kombinacji daje niepowtarzalne kolory... :))

      Usuń
  2. W tych słowach jest mądrość co ogrzewa serce. Zdystansować się wobec życia a jednocześnie z pokorą przyjąć swoje doświadczenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I cieszyć się tym co los nam daje. Dostrzec piękno zwykłych chwil. Dziękuję, Green. :))

      Usuń
  3. Witaj Słonko.

    Jeżeli już sprowadzasz życie do wrażeń smakowych, to ja bym dodał, że jesteśmy tu jak niedowidzący, niepewny tego co wyczynia kucharz, który nieprecyzyjnymi, drżącymi dłońmi, pobiera z otoczenia coraz to inne ingrediencje, próbując upitrasić strawną, pożywną zupkę. Nie wychodzi mu to jednak zbyt dobrze, więc co i rusz miesza chochlą w garnku, degustując na bieżąco, kontrolując smak tego, co mu właśnie dość przypadkowo wyszło.

    Czasem wykrzywia gębę w skrajnej dezaprobacie, czasem utrafi w swój gust smakowy i uśmiecha się z zadowoleniem. Jednak cały czas musi uważać, by nie sporządzić zupki trutki, która może go zabić. Nie mając przy tym wpływu na temperaturę paleniska, asortyment, ani jakość przypraw, czy zawartość wody. Może tylko ostrożnie mieszać.

    Taki to i kucharz.

    Pozdrawiam - L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ta chochla w tym garnku, te nieprecyzyjne ruchy kucharza, który nie do końca wie... co do garnka wpadło... Ale kim jest kucharz??? Czy to Ty, a może ja, on, ona...?
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń