niedziela, 28 lipca 2013

Olśnienie - wróble, łaźnia turecka i powrót w podmorskie głębiny

Uczucie ciszy, lekkość całego ciała, oderwanie od myśli i... wyjątkowy wewnętrzny spokój. Pod wodą... nie zamykam oczu, tutaj nie muszę tego robić, aby poczuć wyciszenie, dotknąć swego wnętrza.



Przed obiadem odpoczywamy przy basenie. W pewnej chwili podlatują wróble, dwa maluchy szybko chowają się w gnieździe, które dostrzegamy tuż nad naszymi głowami... pod parasolem. Zupełnie niesamowite...? Czuję się naprawdę wyróżniona, że to akurat nad naszymi głowami...
Co powoduje, że te ptaki żyją tak blisko ludzi...?



Łaźnia turecka... brzmi jak niespodzianka, ale czy nią jest... czy warto...?
Pierwsze chwile w saunie, pierwsze w moim życiu... zupełne zaskoczenie. Powietrze tak gorące, że aż trudno oddychać. Po chwili jednak przyzwyczajam się, a oddychanie już nie sprawia mi problemu. Czuję kropelki potu... spływają po mojej twarzy. I strużki na plecach... to już prawie rwący potok. Zupełnie nowe odczucia...


Po paru minutach prowadzona jestem do marmurowej sali. Siadam na kamieniu, a kobieta w tradycyjnych szatach polewa mnie letnią wodą... cudowne uczucie ulgi... jakbym została ugaszona. Potem zakłada na ręce rękawice do peelingu i nie ma litości dla mnie... Pociera moją skórę wprawnymi palcami, czuję jak krew przyśpiesza w moich żyłach. Traktuje mnie tym dziwnym doznaniem z ogromnym zaangażowaniem, a ja zamykam oczy, jest mi naprawdę dobrze... Gdy dociera do palców moich stóp, każdy masuje z osobna, nie zapomina o żadnym skrawku mego ciała... ona wie co czuję, jakie są moje doznania... A czuję spokój i nie otwieram oczu, ta chwila jest niezwykła, to rozkosz przyjemności.
...ta chwila...
Gdy pozostaję w tym niezwykłym stanie, nagle dotyka mych zmysłów delikatny kwiatowy zapach... a wraz z nim czuję coś miękkiego, cieplutkiego... na mych plecach, a potem na każdym skrawku mego ciała. To piana, ogromne jej ilości... o niezwykłym aromacie. Tonę w niej, na wierzchu pozostaje tylko moja głowa. Jest cudownie... nie do opisania... Jestem w tak niezwykłym stanie... pozbawionym myśli, pozbawionym tęsknot... to idealne doznanie.
...to ten moment, na który czekałam... 



Gdy opuszczam kamienną salę, kobieta wyprowadza mnie trzymając moją dłoń... ja odrobinę się chwieję, nie od razu rozpoznaję gdzie jestem, nie od razu odzyskuję kontrolę.
Wchodzę do jackuzzi. To miejsce przebudzenia i powrotu... to miejsce jest wyjątkowo skuteczne.
Ale to nie koniec, jeszcze masaż pleców... Smarowana jestem olejkami i zaczyna się taniec palców... zręcznych i drobnych, które potrafią rozpoznać napięcie mięśni i dotknąć w ten wyjątkowy sposób... odnaleźć właściwą siłę i to miejsce. Wystarczy chwila i odpowiedni dotyk, wystarczy odrobina zaangażowania, aby dotrzeć do źródła tego co tak przygniata.
Potem przychodzi czas odpoczynku, czuję jak wiele w tym miejscu pozostawiam... Podają mi herbatę, proszę o zieloną bez cukru, wspominam o jaśminie, to wzbudza zainteresowanie... Ostatnie chwile to maseczka na twarzy i smak herbaty. Potem wstaję i odchodzę, ale... chyba tylko na chwilkę. Już wiem, że tu powrócę... Już wiem, że będę pamiętać...
...ten moment...



No i wracam pod wodę. Każdego dnia tęsknię za tymi doznaniami...
Dzisiaj nurkowanie z brzegu, przy bazie. Szymek nie nurkował już cały rok i jest świeżutko po kursie podstawowym, potrzebna jest więc powtórka. Przy okazji ja też przećwiczę podstawowe procedury. Przypominamy sobie to co jest najważniejsze, to co warunkuje nasze bezpieczeństwo pod wodą. Pojawia się więc dzielenie powietrzem z partnerem, zrzucanie pasa balastowego i jego ponowne zakładanie - przyznam, że to niełatwe, bo można niechcący wypłynąć na powierzchnię, a na dużych głębokościach to nie powinno się zdarzyć, jest bardzo niebezpieczne. Ćwiczymy więc na płytkich wodach, do sześciu metrów głębokości. Sprawdzamy też nasze wyważenie i doskonalimy pływalność. Próbujemy zawisnąć w toni w kwiecie lotosu... Niesamowite uczucie lekkości. Lubię takie zajęcia, te umiejętności warto ćwiczyć. Ćwiczeń nigdy nie jest za dużo... Nie wolno uwierzyć w to, że już wszystko się potrafi. Podchodzę do nurkowania z pokorą. To bezpieczny sport pod warunkiem, że przestrzega się określonych zasad. Ale przestrzegać ich można tylko wtedy, gdy się je zna, więc warto ćwiczyć przy każdej okazji. Papier przyjmie wszystko, mam cały pliczek licencji potwierdzających moje umiejętności. Ale i tak lubię powtórki i cenię instruktorów, którzy o nich nie zapominają. Najważniejsze to nie wpaść w rutynę.


Wchodzenie do wody z brzegu ma swój niepowtarzalny urok... Jeśli jesteś w posiadaniu butów nurkowych, to jest nawet nieźle. Ale Szymek ich nie ma, więc musi wcześniej założyć płetwy, a to niełatwe. Jest z tym trochę śmiechu, ale w końcu się udaje. I od razu płyniemy w kierunku dna, cudowne są te pierwsze chwile... ten moment zanurzenia i uczucie, że wracam... do siebie, że to jest moje miejsce. Nie schodzimy zbyt głęboko, tu jest płytko, płyniemy blisko dna. Spoglądam na mój nowy komputer, działa bez zarzutu. To jego pierwszy raz, razem ja i on... będzie mi pomagał, szczególnie podczas trudniejszych i głębszych nurkowań. Moja nowa pianka, czyli skafander nurkowy, też dzisiaj debiutuje pod wodą. Szymek twierdzi, że jestem w niej zbyt chuda, że wyglądam jak cienka... ryba. Okazuje się jednak, że jest wyjątkowo dobrze dopasowana, w wodzie nie czuję żadnych ucisków, leży wprost idealnie, tak właśnie powinno być. Zgromadziłam już prawie cały sprzęt do nurkowania. Brakuje mi tylko jacketu, czyli kamizelki wypornościowej. Ten zakup pozostawiam na przyszły rok. Wtedy niczego już nie będę musiała pożyczać. Tylko za butlę przyjdzie mi płacić, ale tego przewieźć się nie da.


A podczas tego pierwszego nurkowania... uczucie ciszy, lekkość całego ciała, oderwanie od myśli i... wyjątkowy wewnętrzny spokój. Pod wodą... nie zamykam oczu, tutaj nie muszę tego robić, aby poczuć wyciszenie, dotknąć swego wnętrza. W tej ciszy odnajduję błękit... te spokojne, wolne ruchy ryb, pływających wokół mnie... Jest po prostu cudownie...
...wróciłam tu i jestem szczęśliwa...

Jutro wypłyniemy łodzią na lokalne rafy Ras Umm Sid. Dla Szymka będzie to dopiero trzecia taka wyprawa, ja już wiele razy nurkowałam z łodzi. W tym miejscu rosną piękne gorgonie, będzie wyjątkowo... zawsze tak jest. No i jeszcze jedno... nurkujemy z włoską bazą, a to oznacza naprawdę dobre jedzenie i... zero pośpiechu.


Po powrocie do hotelu od razu wskakuję do basenu. Przepływam go parę razy, potem zalegam na leżaku. I tak sobie myślę... chyba jakaś dziwna jestem... w ogóle się nie opalam, bo to nie jest przyjemne i nie po to tutaj przyjechałam. No i po co robić coś co przykrość okrutną sprawia, prażyć się na słoneczku, w tym upale? Nigdy w życiu... Wystarczy odrobinka cienia, aby przyjemnie było. Mam takie wypatrzone miejsce, do którego promyki nie docierają. I leżę sobie w cieniu... i czuję każdy mięsień... po tych masażach i nurkowaniu wszystko mnie pobolewa. I odkrywam, że to... przyjemne. Czuję, że żyję... naprawdę. I wiem, że za dzień, może dwa...już nic nie będzie mnie bolało, a ja zyskam energię, która pozostanie na bardzo długo. No i te wróbelki... nad moją głową.
...ależ tu pięknie...


A o czym będzie... w następnej, ostatniej już części....?

piątek, 19 lipca 2013

Olśnienie - zapach morza, szum fal...

Jest już noc... Siedzę na tarasie, przede mną... ciemna tafla morskiego błękitu. Czuję delikatny powiew. To zapach morza. Chłodne powietrze dotyka mej twarzy.


...więc w drogę, już czas
wiele niezwykłych chwil czeka na spełnienie
nie wolno ich przespać, nie wolno przeoczyć
to będą wyjątkowe wspomnienia...


Jak zwykle podróż jest nieco zaskakująca. Wyruszamy - ja i mój dwunastoletni syn - przed północą, obierając za cel lotnisko w Poznaniu. Tym razem mamy więcej bagażu, nasze dwie torby i... bagaż nurkowy. Zebrało się w ostatnim roku trochę tego sprzętu, ta dodatkowa torba waży prawie dwadzieścia kilogramów.
Docieramy do Poznania przed trzecią w nocy, przysypiam już odrobinkę, ale daję radę. GPS pokazuje koniec drogi w... szczerym polu. Nieco zaskoczona, zawracam i zaczynam się rozglądać. W oddali wypatruję światła lotniska... Czasu nie mamy zbyt dużo, a ja jeszcze muszę parking długoterminowy znaleźć. Okazuje się jednak, że wjeżdżam prościutko tam gdzie trzeba. W ten sposób docieramy na miejsce.
Potem stajemy w długiej kolejce do odprawy bagażu. A gdy udaje nam się odprawić również siebie, okazuje się, że Szymek, jeszcze w samochodzie, wyciągnął ze swojego plecaka kanapki i nie włożył ich z powrotem, zostajemy więc bez jedzenia. Taka to jest podróż, bez kanapek, nocną porą...
Ale gdy samolot startuje... dostrzegamy przez okienko zupełnie wyjątkowy wschód Słońca, który jest jak zaproszenie... Zaproszenie do... podróży, do dotknięcia chwil, na które tak długo czekamy... To naprawdę piękne. Wtedy zaczynam rozumieć... chodzi właśnie o tę chwilę, o ten wyjątkowy moment. A kanapki poczekają w samochodzie na nasz powrót...
...to ta pierwsza chwila...


Około dziesiątej rano docieramy do hotelu. Mamy wykupiony pokój jednoosobowy z dostawką, ale szybko decyduję się na zmianę na dwuosobowy z widokiem na basen i morze, do wody dosłownie dwa kroki...
Znamy ten hotel i wiemy czego się spodziewać, ale i tak jesteśmy mile zaskoczeni. Pokój odnowiony, czyściutki, woda dostarczana każdego dnia... A hotel prawie pełny, tym razem przeważają Francuzi, Niemcy i Rosjanie, Polaków niewielu, to zastanawiające...


Następnego dnia budzę się koło jedenastej. Szymek jeszcze śpi... Poprzedni dzień i noc... były naprawdę wyczerpujące. Ustalam z instruktorem, że zaczniemy nurkowanie dopiero jak porządnie wypoczniemy. Nietrudno zorganizować sześć dni nurkowych jak ma się do dyspozycji czternaście. Więc niech śpi, może przed obiadem się obudzi?
Gdy rano otwieram oczy, dostrzegam przez okno niezwykły widok. Z mojego ogromnego łóżka, gdy na nim leżę, widzę basen, a.... w oddali morze. To prawie niemożliwe, ale tak właśnie jest... Tutaj jest troszeczkę jak w bajce. Na tarasie przed naszym pokojem rośnie palma, a do basenu jest zaledwie parę metrów... do wody można dotrzeć z zamkniętymi oczami... Woda w basenie... za ciepła... ale jest przyjemnie, to dobry hotel, dobre jedzonko, miła obsługa... A Szymek śpi do obiadu... ale z niego gość. I mam własną palmę... Cieszę się jak mała dziewczynka.


Dzisiaj mam spotkanie z rezydentem biura podróży i zamierzam załatwić wiele różnych spraw. Na przykład zabranie z pokoju zawartości lodówki, czyli barku, za który płaci się dodatkowo... ale niektórzy o tym nie wiedzą i robią wielkie oczy ostatniego dnia, gdy przychodzi do płacenia rachunku... Rezerwację przedłużenia ostatniej doby hotelowej, bo wylatujemy dopiero o dwudziestej pierwszej, więc nie ma sensu, abyśmy opuszczali pokój już w południe. Wypad z Szymkiem do Delfinarium, super atrakcja, chociaż to nie będzie nasz pierwszy raz... No i coś tylko dla mnie... łaźnię turecką, muszę tego spróbować, podobno rewelacja, na pewno to sprawdzę...
Wszystko udaje się załatwić, nie jest to trudne, bo jesteśmy jedynymi turystami, którzy w tym tygodniu przylecieli z Polski. Rezydent nie ma więc zbyt dużo pracy...


A wieczorem kolacja... Dzisiaj inaczej, na świeżym powietrzu, z widokiem na morze... Zajmujemy stolik najbliżej tego niezwykłego widoku. Dosiada się Rosjanka, miła starsza pani. Spokojnie zjadamy pyszną kolację, a potem... schodzimy po skarpie na niewielką plażę, nad morze. Ja siadam na leżaku, a Szymek zaczyna puszczać kaczki. Zamykam oczy i wsłuchuję się w szum fal, staram się go zapamiętać... to jedna z tych rzeczy, która mnie uspokaja, wycisza. Siedzę nad wodą z zamkniętymi oczami, słyszę szum fal... tych fal, za którymi tęskniłam. Czuję się zespolona z tymi dźwiękami. Szczęście dotyka mych zmysłów... rozchodzi się po całym ciele. Czuję lekkość i... siłę. Wiem, że to właściwe miejsce, ten czas i ta osoba. Wiem, że się nie mylę. Już nie pytam. Wiem...
A potem otwieram oczy i... przychodzi olśnienie. Patrzę inaczej, barwy są intensywniejsze, bardziej wyraziste, takie wyjątkowe... takie nowe... Patrzę inaczej niż rok temu. Coś się we mnie zmieniło, coś wyostrzyło me zmysły... moje spojrzenie jest inne. Rozpoznaję kolory, rozpoznaję dźwięki... wyczuwam prawdziwe chwile.
Gdy wracamy do pokoju, napotykamy w restauracji dwóch arabskich muzyków grających na bębenku i dziwnej egipskiej trąbce, zwanej chyba anafil. Chodzą wśród ludzi i grają... arabskie dźwięki rozchodzą się w przestrzeni. Atmosfera robi się magiczna...
...znowu chwila, a może wiele chwil...?


Jest już noc... Siedzę na tarasie, przede mną... ciemna tafla morskiego błękitu. Czuję delikatny powiew. To zapach morza. Chłodne powietrze dotyka mej twarzy. Czuję się... No właśnie... jak się czuję...? Wyróżniona... dotknięta zachwytem... szczęśliwa?
...spełniona...


Kolejny poranek...
Może ostatni dzień odpoczynku. Jutro mamy zacząć nurkować, najpierw z brzegu, bo Szymek już cały rok nie był pod wodą.
Jest jasny słoneczny dzień. Za oknem widzę jak ktoś myje... chodnik, ależ oni tu o nas dbają. Jest spokojnie, przyjemnie, a Egipcjanie są bardzo mili i przyjaźnie nastawieni. Zależy im na pracy, na tych paru groszach, które mogą zarobić, chociaż to zawsze za mało... Dlatego bardzo się starają, bo być może dostaną coś dodatkowo, chociaż jednego dolara... Przygotowałam się, mam mnóstwo drobnych, na pewno spowoduję niejeden uśmiech... Byłam tutaj rok temu, byłam zimą... nic się nie zmieniło. Dlatego wychodząc na basen zostawiam na łóżku jednego dolara. Gdy wrócę... na pewno będzie czekać na mnie coś ładnego zrobionego z ręczników, może nawet ozdobionego kwiatami...?

 

...to jedna z tych chwil...
Pływam w basenie, z samego rana... woda delikatnie chłodzi moje ciało, dotyka mych zmysłów, cudownie... Teraz w cieniu parasola pozwalam sobie na sekundy odpoczynku. Spod przymrużonych powiek dostrzegam promyki Słońca odbijające się w błękicie wody. Woda jest jak błyszczące pazłotko, to promyki mych snów... jest cudownie... naprawdę odpoczywam.
...czyżby chwila...?


Zawsze wiedziałam, że planowanie to nic dobrego. I tak wydarzy się to co ma się wydarzyć...
Więc może powinno się tylko rozglądać dokoła i reagować na bodźce, wychwytywać okazje dające szansę na przeżycie kolejnych chwil...?
Za momencik wybieram się do łaźni tureckiej... Podobno warto... Podobno powinno się spróbować... Czemu nie...? To będzie dla mnie zupełnie nowe doznanie.

 

Ale o tym w następnej części...


czwartek, 27 czerwca 2013

Przebudzenie snu

Dotknij mej dłoni w ciszy spełnienia, dotknij mych snów na jawie marzeń, dotknij...
To jedyne czego pragnę.
W twych oczach dostrzegam swe zmysły, które ze snu obudzone... już nie śnią...


Owady wiosenne budzą błękit nieba, drzwi do raju otwierają, kolory zmysłów pobudzają... Powiew marzeń pozwala im istnieć. Zamykają smutek w nicości, chroniąc od ran przeszłości. Sekundy marzeń dostrzegam na jawie... mój sen został spełniony.


Nie czekałam, uśpiłam nadzieję. Zakazałam myślom marzyć... A czas mijał, bezpowrotnie odchodził.
Nie czekałam, nie wierzyłam. Czasami tylko dotykając własnej dłoni, wspominałam to czego nie było...
Nie czekałam, trwałam w pogodzeniu.
Nie czekałam...
Chciałam oddać każdy skrawek ciepła mego serca. Chciałam obdarzyć szczęściem tych, którzy jeszcze czekają...
Chciałam oddać swe ciepło innej istocie. Jej szczęście byłoby moim szczęściem.
...nie miało mnie już nic spotkać...
Ale może komuś mogłam dać nadzieję, otulić skrawkami ciepła, które we mnie jeszcze istnieje? Podzielić mądrością umysłu? Wspierać każdy smutek? Tworzyć chwile szczęścia?
...gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam krainę ciepła innej istoty...
Wtuliłam się w marzenia, widząc dar ich spełnienia. Poczułam serca bicie... ktoś ze snu wytrącił moje życie. Chwile szczęścia dotknęły mego istnienia.
...wtuliłam się w twoje serce...
Otuliłam szalem twego ciepła. Rozpoznałam twoje spojrzenie, które dla mnie jest ukojeniem.


Gdy dotykasz mej dłoni, czuję dreszcz przebudzenia... energię ciepła i twej ciszy, dającą uczucie spełnienia, smak szczęścia tak wyjątkowy.
Chciałabym zasnąć  w cieniu twych marzeń, błąkać pomiędzy myślami, dotykać sennych złudzeń, być spełnieniem realnym... ożywić sny na jawie.

Błękitny poranek...
Czuję słodycz mchu w kropelkach porannej rosy. Uśmiecham się do snu, teraz skrawka rzeczywistości. Przytulam się do marzeń, dotykam twego ciepła, otulam szalem odczuć, już prawie zapomnianych...
Ta iskra przebudzenia, ta czułość twego spojrzenia, to nie sen, to prawda... jak nagroda za lata samotnych złudzeń, za łzy bólu osamotnienia, za brak prawdziwych wspomnień.
To nie sen, to nie marzenie, to ta chwila, w której istnieję. A ja nie jestem złudzeniem. Nie śnię. Dotykam prawdziwych sekund mego życia.


W twym spojrzeniu jest cisza, w twym spojrzeniu jest spokój... ukrywam w nim swoją samotność. W twych ramionach ona nie istnieje. W zagubionym świecie marzeń odkrywam fragmenty rzeczywistości... na jawie są jej skrawki, zaledwie zarys, ale to wystarczy.
...bo przecież nie miało być nic, a jest tak wiele... 
Mogę spojrzeć w twoje oczy, zatopić w twym spojrzeniu i nic już nie ma znaczenia... Tylko ta chwila, najcenniejsze wspomnienie.

Dotknij mej dłoni w ciszy spełnienia, dotknij mych snów na jawie marzeń, dotknij...
To jedyne czego pragnę.
W twych oczach dostrzegam swe zmysły, które ze snu obudzone... już nie śnią...


Za horyzontem snów jest prawdziwe życie... miejsce mojego istnienia.
Zaufałam losowi, zaakceptowałam to co jest, dostrzegłam tu i teraz, zrozumiałam co jest ważne... tak otworzyłam drzwi do szczęścia. Ciepło popłynęło do krainy niepewności, ciepło innych istnień rozeszło się w przestrzeni smutków... Otuliło mnie swym szalem.
...ciepło dało uśmiech, uśmiech dał spojrzenie, a spojrzenie dotyk...
Wtedy zamknęłam oczy i usłyszałam ciszę... szczęście istnienia, dotyk spełnienia, dar od losu.


środa, 5 czerwca 2013

Od cukru do pieprzu, poprzez sól...

Jeśli szczęście jest dotykiem prawdziwych chwil, to jest w nim cukier, odrobina soli i kruszynki pieprzu... to prawdziwość istnienia, w którym cierpienie też jest niezbędne, aby dotrzeć do celu, zrozumieć sens drogi.


ja i ty
i to coś ulotnego, niezwykłego, niewidocznego... między nami
trochę ode mnie, trochę od ciebie
dzielimy się tym... co mamy
czasami to słodycz nieporównywalna z niczym, lukier na szczęśliwych chwilach
zdarza się też odrobinka soli
tak potrzebnej
aby nam zbyt słodko nie było
a pieprz jest jak przebudzenie, chwila innego smaku
kolor goryczy istnienia
którego też nie może zabraknąć


Wszystko ma swoje proporcje, wszystko jest czasami potrzebne... i sól, i cukier, i pieprz... Nadmiar słodyczy... powoduje mdłości, odrobina soli wzmaga apetyt, okruchy pieprzu smak wyostrzają, a przyprawy dodają aromatu... Niczego nie może zabraknąć. Niczego nie może być w nadmiarze. Wtedy przepis jest idealny, a smak przyrządzonej potrawy raduje nasze podniebienie. To tajemnica mądrości kulinarnych... przepis na prawdziwe relacje międzyludzkie, w których zabraknąć nie może niczego... wtedy są realne, nieudawane, bez fikcji istnienia, po prostu rzeczywiste.

Spoglądam i widzę. Szukam prawdziwego czasu i zaczynam rozumieć... Odnalazłam przyczynę smutku, powód chwil, wydawałoby się, nieuzasadnionych. Prawdziwe sekundy to nie tylko szczęście, to też momenty cierpienia, które dotykają naszej drogi. Tak musi być, takie chwile też muszą istnieć... są po to, aby dotrzeć do szczęścia... otrzeźwić umysł, pozwolić spojrzeć z boku... To droga, którą trzeba przejść. Poprzez ból odkrywamy istnienie, zaczynamy naprawdę czuć, że żyjemy. Ta droga to pasmo chwil, których dotykamy, a w nich słodycz, pieprz i sól, naszego życia prawdziwe barwy.


A więc...
Jeśli szczęście jest dotykiem prawdziwych chwil, to jest w nim cukier, odrobina soli i kruszynki pieprzu... to prawdziwość istnienia, w którym cierpienie też jest niezbędne, aby dotrzeć do celu, zrozumieć sens drogi. Szczęście to coś więcej niż piękne chwile, ciepło i radość, i błękit na niebie... Szczęście to również ból, narodziny i śmierć, każda prawdziwa chwila, której dotknięcie prowadzi do odkrycia sensu istnienia. W każdej sekundzie mija czas, ten moment to życie, niewielki fragment drogi... W każdej sekundzie dotyka nas ciepło, chłód, smutek, radość... czyjeś westchnienie... Czujesz, że jesteś. Dotykasz naprawdę... i nawet jeśli boli, to idziesz dalej. Każdy kolejny krok istnienia prowadzi do szczęścia, bo każda prawdziwa chwila to jego dotknięcie. Więc nie smuć się bólem, to nowe doznanie, po którego przetrwaniu, cud szczęścia zobaczysz. Twoje chwile to kroki, które przemierzają twą drogę. Przyjmij je do serca, zaakceptuj siebie... to twój los, przyjmij go, a odzyskasz szczęście. To wiele chwil, bardzo różnych, czasami smutnych, jednak prowadzących do ciepła, kolorów, uśmiechu... To droga, którą przemierzamy... To nasze istnienie mierzone w przebiegu czasowym... To realny czas naszego trwania, ciąg chwil... to prawdziwe życie.


poniedziałek, 27 maja 2013

Ten co zbiera chwile...

Szczęście jest tylko wtedy, gdy dotykasz prawdziwych chwil. W snach i w wyobraźni marzysz o szczęściu, szukasz, wypatrujesz, błądzisz, już prawie je widzisz... i wtedy się budzisz. A twoja wyśniona rzeczywistość nie jest prawdziwa. To droga donikąd...
 

W odmętach chwil, w szarości dnia... dostrzegasz nagle przebłysk kolorów. I nie wiesz, co z tym zrobić masz? Co prawdą jest, tamto czy to...?
Co ujawniła ta chwila, zaledwie sekund parę... czym była? rzeczywistością? czy snem? a może tylko twoją wyobraźnią...?

Szczęście jest tylko wtedy, gdy dotykasz prawdziwych chwil. W snach i w wyobraźni marzysz o szczęściu, szukasz, wypatrujesz, błądzisz, już prawie je widzisz... i wtedy się budzisz. A twoja wyśniona rzeczywistość nie jest prawdziwa. To droga donikąd... Szczęście jest przecież w tobie. To tam musisz dotrzeć. Twoje oczy muszą dostrzec twoje wnętrze... tam odnajdziesz ciepło... tam dotknie cię szczęście. To chwila, która istnieje.


...ona dotknęła dna i otworzyła oczy...
...ona pragnie snu przebudzenia, snu, w którym jawą się otoczy...
...ona chce czuć istnienie chwili, wiedzieć, że czas mija, dostrzegać toczące się życie...
...ona chce dotknąć siebie, swego ciepła i mocy...
...ona już nie zamknie oczu...


Zbieracz chwil? Kim jest? Co tutaj robi? Czy jest wieszczem lepszego jutra? Biorcą, czy darczyńcą? On zbiera odrobinki czasu, prawdziwe sekundy życia... On ma otwarte oczy, dostrzega i nie pomija żadnej realnej chwili... On istnieje naprawdę. Tylko on... nie ty...? On dotyka chwil prawdziwych, spogląda oczami duszy, czuje bijącym sercem, daje ciepło niczego nie oczekując, jest źródłem miłości.
A ty? W jakim miejscu swego istnienia się zatrzymałeś? Czy na pewno wiesz co jest ważne? Czy jesteś szczęśliwy...? A może dążysz do szczęścia, które stale oddala się od ciebie? Masz zamknięte oczy... nie widzisz zwierciadła swej duszy, nie dostrzegasz tego co istotne? Poszukaj zbieracza.... On spojrzy na ciebie i otoczy ciepłem... podzieli zebranymi chwilami. Razem stworzycie następne sekundy istnienia. On otworzy twe oczy, pobudzi bicie twego serca... więc poszukaj zbieracza chwil. On dotknie twego czasu i zegar prawdziwych sekund zagra dźwiękami kolorów... twoich barw.

A potem nadejdzie twój czas... zaczniesz zbierać... Nie pominiesz żadnej dotkniętej chwili, a szczęście stanie się realne. Będzie istnieniem, a nie... marzeniem. Wtedy zaczniesz na nowo żyć... tym razem naprawdę.


czwartek, 16 maja 2013

Wsparcie

...mojemu przyjacielowi...

Czy zdarzyło ci się kiedyś zrobić coś dla kogoś, tak po prostu, zupełnie bezinteresownie? Co wtedy czułeś? Czy ta chwila warta była zatrzymania? Czy to było szczęście? Pomyśl...


Czy zdarzyło ci się, aby ktoś wyprzedził twoje myśli... zaskoczył cię tak pozytywnie, że aż nie byłeś w stanie w to uwierzyć? To może być niewielki gest, jednak spełniony tylko dla ciebie, zupełnie bezinteresownie... Niewielki wysiłek z odrobiną chęci, a jednak niosący wyjątkową chwilę szczęścia. Co czujesz w takim momencie, gdy ktoś zrobi coś tylko dla ciebie? Czy to jest prawdziwe szczęście? Czy czujesz się zauważony? Czy już wiesz, że naprawdę istniejesz?
Czy zdarzyło ci się kiedyś zrobić coś dla kogoś, tak po prostu, zupełnie bezinteresownie? Co wtedy czułeś? Czy ta chwila warta była zatrzymania? Czy to było szczęście? Pomyśl...


Czy czujesz obawy, gdy ktoś wyciąga do ciebie rękę? Pragniesz takiego gestu, a jednak go odpychasz, nie wierzysz w szczere intencje... To przecież niemożliwe, aby ktoś tak po prostu chciał zrobić coś dla ciebie... nie wierzysz w ten gest... szukasz przyczyny, powodu... tak właśnie myślisz... boisz się zaufać... uwierzyć, że to możliwe...
Naszą drogę przebywamy samotnie. Pomimo tłumów, z którymi się stykamy, ludzie przechodzą obok siebie obojętnie, zachowując bezpieczny dystans. Boją się zbliżyć do siebie, chociaż nie chcą być sami. Pragną ciepła, ale obawiają się go dotknąć, wejść w krąg nieznanych odczuć, krąg prawdziwych chwil innej istoty.


Dotykam snów każdego dnia, a w każdym z nich chcę ciepło dać... Na jawie, gdy oczy już otwarte mam, szukam spojrzenia, próbuję dotknąć kogoś swym ciepłem, ale czuję obawy... czy nie jest tak, że moja próba dawania budzi u kogoś strach?
...istniejemy, aby żyć, a nie trwać w bezruchu i chłodzie...
...istniejemy, aby dotykać się wzajemnie swym ciepłem...
...istniejemy, aby nie być samotni w tym ogromnym świecie ludzi...
Czy na pewno istniejemy...?
Czy naprawdę żyjemy, zamknięci w swej skorupie iluzji, snów, przebłysków marzeń, nigdy nie przechodząc na drugą stronę... nie otwierając drzwi, za którymi dotknie nas ciepło Słońca i kolory, i prawdziwe spojrzenie bez złudzeń...?


Nie bój się dotknąć ciepła, ten niewinny gest to droga do prawdziwego istnienia. Tam szczęście i marzenia nie są tylko snem... Pozwól siebie dotknąć... ta dłoń to ukojenie twego bólu i tęsknot, ukrytych w twoim sercu... ten gest to dar, to czyjaś cząstka, która poprowadzi cię do realnego szczęścia. Nie pozostawaj samotny w swym bólu, daj komuś ciepło, a odnajdziesz spokój. Wtedy miłość, która jest w tobie, ujawni swe istnienie. Zaakceptujesz samego siebie i swoje miejsce, to gdzie jesteś. Zobaczysz kolory życia, a każda prawdziwa chwila stanie się najważniejsza... to z nich zbudujesz szczęście.


Przyjmij ten gest, to czyjaś dobroć wprost z serca, to źródło ciepła, to przytulenie słowem, to drzwi do szczęścia... Gdy przejdziesz przez nie, zobaczysz Słońce, a twoja droga będzie widoczna. Przytul się do ciepła i wyrusz do miejsc istnienia na jawie... Tam ukryły się twoje prawdziwe chwile, tam odnajdziesz siebie i poczujesz chęć dzielenia się swym ciepłem... więc wyrusz w drogę, to twój czas...


Tam odnajdziesz nową krainę, zupełnie nowe miejsce... ale musisz chcieć je odszukać, otworzyć swoje serce.
Tam nie ma mylących złudzeń i bólu przeszłości.
Tam jest chwila prawdziwa, możesz poczuć swoją rzeczywistość.
A jeśli na twej drodze pojawi się drugie istnienie, nie schowasz się w swej skorupce, za maską urojonych snów, bez drzwi do realnych spojrzeń i dotyku ciepła drugiej istoty. Podzielisz się swoim ciepłem... Niepowtarzalne, jedyne, wyjątkowe jest dotknięcie ciepła innej osoby... Co wtedy czujesz? Czy czegoś pragniesz? A może ten dotyk topi chłód, który jest w tobie... lodowa maska znika, a ty w głębi serca chcesz podarować promyczek miłości, który odnajdujesz w sobie? Jeśli otworzysz drzwi do swego serca, to ono jak Słońce będzie chciało dzielić się swym światłem miłości... Pozwól mu...


sobota, 11 maja 2013

Myśli i cisza

W ciszy, w milczeniu zaczynasz dostrzegać prawdziwe zarysy istnienia. Nie są skażone twoim wyobrażeniem tego co jest wokół, zniekształconym obrazem twojej podświadomości, podszeptami umysłu... twych myśli, które zatruwają dotyk istnienia...



Dlaczego energia szczęścia, niosąca ciepło, przechodzi obok niezauważona, a smutek i gorycz chcą dotrzeć do wnętrza? Tak gwałtownie, bez uprzedzenia... Bo szczęście istnieje w ciszy. Trzeba się odrobinę postarać, aby dotknęło naszego serca. Szczęście nie tworzy bariery myśli, tylko bezpośrednio dotyka uczuć. Energia smutku i cierpienia to plątanina  czyiś myśli. Jeśli ich dotkniemy, spowodujemy własną reakcję, zarazimy własne myśli czyimś bólem. I wtedy pojawi się niepokój, rozdrażnienie, którego źródło jest na zewnątrz. A nasze własne myśli staną się naszym wrogiem, zatrują nasz umysł.
Tylko zatopieni we własnej ciszy, możemy pomóc czyjemuś cierpieniu.




Energia smutku zasłania ciszę, prawdziwe odczucia, naszą wewnętrzną ostoję spokoju. Energia bólu powoduje naszą reakcję. Chcemy się bronić... Nasze myśli zarażają się niepokojem. Do zmysłów dociera zły wzorzec...
Jak poradzić sobie z takim stanem? Wsłuchaj się we własną ciszę, rozpoznaj obce źródło bólu, nie daj się sprowokować, pozwól myślom smutku pójść dalej.
A jak rozpoznać ten stan? To uczucie niepokoju, a twoje własne myśli drętwieją... Ty wiesz, że dzieje się coś złego. W takiej chwili zamknij oczy i wycisz swój umysł. Poszukaj prawdziwych odczuć. Gdy je odnajdziesz, zrozumiesz skąd ten niepokój i rozdrażnienie. Nie pozwól na dotyk bólu.




W twoim otoczeniu jest wiele istnień, różnych obcych myśli. Zajrzyj wgłąb siebie, rozpoznaj swój umysł, uspokój bieg myśli, każdej się przyjrzyj, a potem daj im sen. Wtedy obudzi się twoje odczuwanie, ujawni się świat uczuć... W ciszy myślenia odnajdziesz prawdziwość istnienia i swój idealny spokój. Ten stan cię ochroni.

Gdy czujesz, że dotyka cię czyjaś myśl, zatrzymaj się na chwilę, poszukaj kolorów. Gdy dociera do ciebie niepokój, dziwne rozdrażnienie, to właśnie ten moment...
Ta energia przychodzi z zewnątrz, zaraża twe zmysły, zatruwa twój spokój. Ciemna warstwa myśli zakrywa twe wnętrze. Trudno wtedy dotrzeć do siebie, uspokoić spojrzenie... Żyjesz złudzeniem, snem nieobudzonym, choć marzysz o ciszy, cieple, przytuleniu... Żyjesz iluzją, a pragniesz prawdziwych zdarzeń. Szukaj barw ciepła i wyciszenia. Jakie to kolory? Jak je rozpoznać? Odnajdziesz je w swym wnętrzu, gdy myśli umilkną, gdy cisza nastanie. Wtedy je odzyskasz...
Nie pozwól na dotyk, nie zatrzymuj wzroku na barwach nieznanych, w których chłód wyczuwasz.
Wtedy odzyskasz spokój, odnajdziesz własną ciszę i prawdziwe istnienie.




Co robię, gdy czuję niepokój?
Gdzie szukam pomocy, gdy pojawia się coś co odbiera mi moją ciszę?
Idę do lasu... dotykam drzew, odnajduję kolory. Spoglądam na zieleń, błękit i... Słońce. Szukam schronienia i odpowiedzi.
Skąd ten stan? Gdzie jego źródło? Czy coś się wydarzy?
A może już było, a ja nie dostrzegłam?
A może...?
Nie pozwalam się dotknąć, szukam...
Gdy odnajduję odpowiedzi, powraca spokój.
Odzyskuję ciszę, bo zrozumiałam.
Odnajduję siebie, bo jestem tu i teraz, bo wiem, że istnieje prawdziwa chwila.
Nie pozwalam, nie dopuszczam, nie zgadzam się na niepokój...
Wtedy powraca moja cisza.




Taki zwykły dzień, ale czy na pewno?
Tych parę chwil, które warto zatrzymać w pamięci... a najważniejsza pod wieczór. Czyste niebo i zachodzące Słońce. Ja biegnę nad rzekę, chcę zatrzymać urok tego czasu. Jednak Słońce odchodzi, gdy docieram jest już za horyzontem. To jednak była niezwykła chwila... Goniłam Słońce, a ono zdołało ukryć swe promienie przede mną. Ale to nic smutnego, urok tej chwili wypełnił me serce. Biegnąc za Słońcem, czułam szczęście. Dzisiaj spróbuję znowu, będę tam wcześniej. A Słońce też tam będzie, bo to jego miejsce. Razem powiemy dobranoc... pożegnamy dzień, który zachodzi... i powitamy Księżyc, czar nocy wschodzący. Tajemnica nocnych chwil ukryta jest w Księżycu. Zasypiam razem z nim, oczekując wschodu Słońca, a myśli są daleko, pozostały uczucia. Poczułam swoje istnienie, wystarczyła ta krótka chwila.




Myśli zasłaniają prawdziwy obraz tego co dostrzegasz. Ten obraz jest zniekształcony przez twoje własne wyobrażenia, porównania, pamięć chwil przeszłych. Podświadomość podpowiada, tworząc złudzenie rzeczywistości.
Wycisz myślenie, zaufaj intuicji, dotknij swojego istnienia...
Gdy odszukasz prawdziwe kolory, odnajdziesz siebie.
Dotknij, poznaj naprawdę, nie oceniaj, nie porównuj, nie myśl...
Wtedy ujrzysz to co istnieje, a nie własną wyobraźnię.




W ciszy, w milczeniu zaczynasz dostrzegać prawdziwe zarysy istnienia. Nie są skażone twoim wyobrażeniem tego co jest wokół, zniekształconym obrazem twojej podświadomości, podszeptami umysłu... twych myśli, które zatruwają dotyk istnienia...

Zabiorę cię w podróż, jeśli tylko zechcesz, do prawdziwej krainy szczęścia... Miejsca, gdzie kolory potrafią cię zaskoczyć, gdzie patrzysz i widzisz... przeżywasz naprawdę. Spoglądasz bez zniekształcania rzeczywistości, bez śladów wyobraźni zbudowanych na bazie twych myśli, tego co ukryte w podświadomości. Tylko patrząc i widząc możesz istnieć naprawdę, bez maski zasłaniającej twe oczy. Zacznij żyć, dotknij rzeczywistości. Zrób to, wtedy będziesz szczęśliwy.