czwartek, 27 czerwca 2013

Przebudzenie snu

Dotknij mej dłoni w ciszy spełnienia, dotknij mych snów na jawie marzeń, dotknij...
To jedyne czego pragnę.
W twych oczach dostrzegam swe zmysły, które ze snu obudzone... już nie śnią...


Owady wiosenne budzą błękit nieba, drzwi do raju otwierają, kolory zmysłów pobudzają... Powiew marzeń pozwala im istnieć. Zamykają smutek w nicości, chroniąc od ran przeszłości. Sekundy marzeń dostrzegam na jawie... mój sen został spełniony.


Nie czekałam, uśpiłam nadzieję. Zakazałam myślom marzyć... A czas mijał, bezpowrotnie odchodził.
Nie czekałam, nie wierzyłam. Czasami tylko dotykając własnej dłoni, wspominałam to czego nie było...
Nie czekałam, trwałam w pogodzeniu.
Nie czekałam...
Chciałam oddać każdy skrawek ciepła mego serca. Chciałam obdarzyć szczęściem tych, którzy jeszcze czekają...
Chciałam oddać swe ciepło innej istocie. Jej szczęście byłoby moim szczęściem.
...nie miało mnie już nic spotkać...
Ale może komuś mogłam dać nadzieję, otulić skrawkami ciepła, które we mnie jeszcze istnieje? Podzielić mądrością umysłu? Wspierać każdy smutek? Tworzyć chwile szczęścia?
...gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam krainę ciepła innej istoty...
Wtuliłam się w marzenia, widząc dar ich spełnienia. Poczułam serca bicie... ktoś ze snu wytrącił moje życie. Chwile szczęścia dotknęły mego istnienia.
...wtuliłam się w twoje serce...
Otuliłam szalem twego ciepła. Rozpoznałam twoje spojrzenie, które dla mnie jest ukojeniem.


Gdy dotykasz mej dłoni, czuję dreszcz przebudzenia... energię ciepła i twej ciszy, dającą uczucie spełnienia, smak szczęścia tak wyjątkowy.
Chciałabym zasnąć  w cieniu twych marzeń, błąkać pomiędzy myślami, dotykać sennych złudzeń, być spełnieniem realnym... ożywić sny na jawie.

Błękitny poranek...
Czuję słodycz mchu w kropelkach porannej rosy. Uśmiecham się do snu, teraz skrawka rzeczywistości. Przytulam się do marzeń, dotykam twego ciepła, otulam szalem odczuć, już prawie zapomnianych...
Ta iskra przebudzenia, ta czułość twego spojrzenia, to nie sen, to prawda... jak nagroda za lata samotnych złudzeń, za łzy bólu osamotnienia, za brak prawdziwych wspomnień.
To nie sen, to nie marzenie, to ta chwila, w której istnieję. A ja nie jestem złudzeniem. Nie śnię. Dotykam prawdziwych sekund mego życia.


W twym spojrzeniu jest cisza, w twym spojrzeniu jest spokój... ukrywam w nim swoją samotność. W twych ramionach ona nie istnieje. W zagubionym świecie marzeń odkrywam fragmenty rzeczywistości... na jawie są jej skrawki, zaledwie zarys, ale to wystarczy.
...bo przecież nie miało być nic, a jest tak wiele... 
Mogę spojrzeć w twoje oczy, zatopić w twym spojrzeniu i nic już nie ma znaczenia... Tylko ta chwila, najcenniejsze wspomnienie.

Dotknij mej dłoni w ciszy spełnienia, dotknij mych snów na jawie marzeń, dotknij...
To jedyne czego pragnę.
W twych oczach dostrzegam swe zmysły, które ze snu obudzone... już nie śnią...


Za horyzontem snów jest prawdziwe życie... miejsce mojego istnienia.
Zaufałam losowi, zaakceptowałam to co jest, dostrzegłam tu i teraz, zrozumiałam co jest ważne... tak otworzyłam drzwi do szczęścia. Ciepło popłynęło do krainy niepewności, ciepło innych istnień rozeszło się w przestrzeni smutków... Otuliło mnie swym szalem.
...ciepło dało uśmiech, uśmiech dał spojrzenie, a spojrzenie dotyk...
Wtedy zamknęłam oczy i usłyszałam ciszę... szczęście istnienia, dotyk spełnienia, dar od losu.


środa, 5 czerwca 2013

Od cukru do pieprzu, poprzez sól...

Jeśli szczęście jest dotykiem prawdziwych chwil, to jest w nim cukier, odrobina soli i kruszynki pieprzu... to prawdziwość istnienia, w którym cierpienie też jest niezbędne, aby dotrzeć do celu, zrozumieć sens drogi.


ja i ty
i to coś ulotnego, niezwykłego, niewidocznego... między nami
trochę ode mnie, trochę od ciebie
dzielimy się tym... co mamy
czasami to słodycz nieporównywalna z niczym, lukier na szczęśliwych chwilach
zdarza się też odrobinka soli
tak potrzebnej
aby nam zbyt słodko nie było
a pieprz jest jak przebudzenie, chwila innego smaku
kolor goryczy istnienia
którego też nie może zabraknąć


Wszystko ma swoje proporcje, wszystko jest czasami potrzebne... i sól, i cukier, i pieprz... Nadmiar słodyczy... powoduje mdłości, odrobina soli wzmaga apetyt, okruchy pieprzu smak wyostrzają, a przyprawy dodają aromatu... Niczego nie może zabraknąć. Niczego nie może być w nadmiarze. Wtedy przepis jest idealny, a smak przyrządzonej potrawy raduje nasze podniebienie. To tajemnica mądrości kulinarnych... przepis na prawdziwe relacje międzyludzkie, w których zabraknąć nie może niczego... wtedy są realne, nieudawane, bez fikcji istnienia, po prostu rzeczywiste.

Spoglądam i widzę. Szukam prawdziwego czasu i zaczynam rozumieć... Odnalazłam przyczynę smutku, powód chwil, wydawałoby się, nieuzasadnionych. Prawdziwe sekundy to nie tylko szczęście, to też momenty cierpienia, które dotykają naszej drogi. Tak musi być, takie chwile też muszą istnieć... są po to, aby dotrzeć do szczęścia... otrzeźwić umysł, pozwolić spojrzeć z boku... To droga, którą trzeba przejść. Poprzez ból odkrywamy istnienie, zaczynamy naprawdę czuć, że żyjemy. Ta droga to pasmo chwil, których dotykamy, a w nich słodycz, pieprz i sól, naszego życia prawdziwe barwy.


A więc...
Jeśli szczęście jest dotykiem prawdziwych chwil, to jest w nim cukier, odrobina soli i kruszynki pieprzu... to prawdziwość istnienia, w którym cierpienie też jest niezbędne, aby dotrzeć do celu, zrozumieć sens drogi. Szczęście to coś więcej niż piękne chwile, ciepło i radość, i błękit na niebie... Szczęście to również ból, narodziny i śmierć, każda prawdziwa chwila, której dotknięcie prowadzi do odkrycia sensu istnienia. W każdej sekundzie mija czas, ten moment to życie, niewielki fragment drogi... W każdej sekundzie dotyka nas ciepło, chłód, smutek, radość... czyjeś westchnienie... Czujesz, że jesteś. Dotykasz naprawdę... i nawet jeśli boli, to idziesz dalej. Każdy kolejny krok istnienia prowadzi do szczęścia, bo każda prawdziwa chwila to jego dotknięcie. Więc nie smuć się bólem, to nowe doznanie, po którego przetrwaniu, cud szczęścia zobaczysz. Twoje chwile to kroki, które przemierzają twą drogę. Przyjmij je do serca, zaakceptuj siebie... to twój los, przyjmij go, a odzyskasz szczęście. To wiele chwil, bardzo różnych, czasami smutnych, jednak prowadzących do ciepła, kolorów, uśmiechu... To droga, którą przemierzamy... To nasze istnienie mierzone w przebiegu czasowym... To realny czas naszego trwania, ciąg chwil... to prawdziwe życie.


poniedziałek, 27 maja 2013

Ten co zbiera chwile...

Szczęście jest tylko wtedy, gdy dotykasz prawdziwych chwil. W snach i w wyobraźni marzysz o szczęściu, szukasz, wypatrujesz, błądzisz, już prawie je widzisz... i wtedy się budzisz. A twoja wyśniona rzeczywistość nie jest prawdziwa. To droga donikąd...
 

W odmętach chwil, w szarości dnia... dostrzegasz nagle przebłysk kolorów. I nie wiesz, co z tym zrobić masz? Co prawdą jest, tamto czy to...?
Co ujawniła ta chwila, zaledwie sekund parę... czym była? rzeczywistością? czy snem? a może tylko twoją wyobraźnią...?

Szczęście jest tylko wtedy, gdy dotykasz prawdziwych chwil. W snach i w wyobraźni marzysz o szczęściu, szukasz, wypatrujesz, błądzisz, już prawie je widzisz... i wtedy się budzisz. A twoja wyśniona rzeczywistość nie jest prawdziwa. To droga donikąd... Szczęście jest przecież w tobie. To tam musisz dotrzeć. Twoje oczy muszą dostrzec twoje wnętrze... tam odnajdziesz ciepło... tam dotknie cię szczęście. To chwila, która istnieje.


...ona dotknęła dna i otworzyła oczy...
...ona pragnie snu przebudzenia, snu, w którym jawą się otoczy...
...ona chce czuć istnienie chwili, wiedzieć, że czas mija, dostrzegać toczące się życie...
...ona chce dotknąć siebie, swego ciepła i mocy...
...ona już nie zamknie oczu...


Zbieracz chwil? Kim jest? Co tutaj robi? Czy jest wieszczem lepszego jutra? Biorcą, czy darczyńcą? On zbiera odrobinki czasu, prawdziwe sekundy życia... On ma otwarte oczy, dostrzega i nie pomija żadnej realnej chwili... On istnieje naprawdę. Tylko on... nie ty...? On dotyka chwil prawdziwych, spogląda oczami duszy, czuje bijącym sercem, daje ciepło niczego nie oczekując, jest źródłem miłości.
A ty? W jakim miejscu swego istnienia się zatrzymałeś? Czy na pewno wiesz co jest ważne? Czy jesteś szczęśliwy...? A może dążysz do szczęścia, które stale oddala się od ciebie? Masz zamknięte oczy... nie widzisz zwierciadła swej duszy, nie dostrzegasz tego co istotne? Poszukaj zbieracza.... On spojrzy na ciebie i otoczy ciepłem... podzieli zebranymi chwilami. Razem stworzycie następne sekundy istnienia. On otworzy twe oczy, pobudzi bicie twego serca... więc poszukaj zbieracza chwil. On dotknie twego czasu i zegar prawdziwych sekund zagra dźwiękami kolorów... twoich barw.

A potem nadejdzie twój czas... zaczniesz zbierać... Nie pominiesz żadnej dotkniętej chwili, a szczęście stanie się realne. Będzie istnieniem, a nie... marzeniem. Wtedy zaczniesz na nowo żyć... tym razem naprawdę.


czwartek, 16 maja 2013

Wsparcie

...mojemu przyjacielowi...

Czy zdarzyło ci się kiedyś zrobić coś dla kogoś, tak po prostu, zupełnie bezinteresownie? Co wtedy czułeś? Czy ta chwila warta była zatrzymania? Czy to było szczęście? Pomyśl...


Czy zdarzyło ci się, aby ktoś wyprzedził twoje myśli... zaskoczył cię tak pozytywnie, że aż nie byłeś w stanie w to uwierzyć? To może być niewielki gest, jednak spełniony tylko dla ciebie, zupełnie bezinteresownie... Niewielki wysiłek z odrobiną chęci, a jednak niosący wyjątkową chwilę szczęścia. Co czujesz w takim momencie, gdy ktoś zrobi coś tylko dla ciebie? Czy to jest prawdziwe szczęście? Czy czujesz się zauważony? Czy już wiesz, że naprawdę istniejesz?
Czy zdarzyło ci się kiedyś zrobić coś dla kogoś, tak po prostu, zupełnie bezinteresownie? Co wtedy czułeś? Czy ta chwila warta była zatrzymania? Czy to było szczęście? Pomyśl...


Czy czujesz obawy, gdy ktoś wyciąga do ciebie rękę? Pragniesz takiego gestu, a jednak go odpychasz, nie wierzysz w szczere intencje... To przecież niemożliwe, aby ktoś tak po prostu chciał zrobić coś dla ciebie... nie wierzysz w ten gest... szukasz przyczyny, powodu... tak właśnie myślisz... boisz się zaufać... uwierzyć, że to możliwe...
Naszą drogę przebywamy samotnie. Pomimo tłumów, z którymi się stykamy, ludzie przechodzą obok siebie obojętnie, zachowując bezpieczny dystans. Boją się zbliżyć do siebie, chociaż nie chcą być sami. Pragną ciepła, ale obawiają się go dotknąć, wejść w krąg nieznanych odczuć, krąg prawdziwych chwil innej istoty.


Dotykam snów każdego dnia, a w każdym z nich chcę ciepło dać... Na jawie, gdy oczy już otwarte mam, szukam spojrzenia, próbuję dotknąć kogoś swym ciepłem, ale czuję obawy... czy nie jest tak, że moja próba dawania budzi u kogoś strach?
...istniejemy, aby żyć, a nie trwać w bezruchu i chłodzie...
...istniejemy, aby dotykać się wzajemnie swym ciepłem...
...istniejemy, aby nie być samotni w tym ogromnym świecie ludzi...
Czy na pewno istniejemy...?
Czy naprawdę żyjemy, zamknięci w swej skorupie iluzji, snów, przebłysków marzeń, nigdy nie przechodząc na drugą stronę... nie otwierając drzwi, za którymi dotknie nas ciepło Słońca i kolory, i prawdziwe spojrzenie bez złudzeń...?


Nie bój się dotknąć ciepła, ten niewinny gest to droga do prawdziwego istnienia. Tam szczęście i marzenia nie są tylko snem... Pozwól siebie dotknąć... ta dłoń to ukojenie twego bólu i tęsknot, ukrytych w twoim sercu... ten gest to dar, to czyjaś cząstka, która poprowadzi cię do realnego szczęścia. Nie pozostawaj samotny w swym bólu, daj komuś ciepło, a odnajdziesz spokój. Wtedy miłość, która jest w tobie, ujawni swe istnienie. Zaakceptujesz samego siebie i swoje miejsce, to gdzie jesteś. Zobaczysz kolory życia, a każda prawdziwa chwila stanie się najważniejsza... to z nich zbudujesz szczęście.


Przyjmij ten gest, to czyjaś dobroć wprost z serca, to źródło ciepła, to przytulenie słowem, to drzwi do szczęścia... Gdy przejdziesz przez nie, zobaczysz Słońce, a twoja droga będzie widoczna. Przytul się do ciepła i wyrusz do miejsc istnienia na jawie... Tam ukryły się twoje prawdziwe chwile, tam odnajdziesz siebie i poczujesz chęć dzielenia się swym ciepłem... więc wyrusz w drogę, to twój czas...


Tam odnajdziesz nową krainę, zupełnie nowe miejsce... ale musisz chcieć je odszukać, otworzyć swoje serce.
Tam nie ma mylących złudzeń i bólu przeszłości.
Tam jest chwila prawdziwa, możesz poczuć swoją rzeczywistość.
A jeśli na twej drodze pojawi się drugie istnienie, nie schowasz się w swej skorupce, za maską urojonych snów, bez drzwi do realnych spojrzeń i dotyku ciepła drugiej istoty. Podzielisz się swoim ciepłem... Niepowtarzalne, jedyne, wyjątkowe jest dotknięcie ciepła innej osoby... Co wtedy czujesz? Czy czegoś pragniesz? A może ten dotyk topi chłód, który jest w tobie... lodowa maska znika, a ty w głębi serca chcesz podarować promyczek miłości, który odnajdujesz w sobie? Jeśli otworzysz drzwi do swego serca, to ono jak Słońce będzie chciało dzielić się swym światłem miłości... Pozwól mu...


sobota, 11 maja 2013

Myśli i cisza

W ciszy, w milczeniu zaczynasz dostrzegać prawdziwe zarysy istnienia. Nie są skażone twoim wyobrażeniem tego co jest wokół, zniekształconym obrazem twojej podświadomości, podszeptami umysłu... twych myśli, które zatruwają dotyk istnienia...



Dlaczego energia szczęścia, niosąca ciepło, przechodzi obok niezauważona, a smutek i gorycz chcą dotrzeć do wnętrza? Tak gwałtownie, bez uprzedzenia... Bo szczęście istnieje w ciszy. Trzeba się odrobinę postarać, aby dotknęło naszego serca. Szczęście nie tworzy bariery myśli, tylko bezpośrednio dotyka uczuć. Energia smutku i cierpienia to plątanina  czyiś myśli. Jeśli ich dotkniemy, spowodujemy własną reakcję, zarazimy własne myśli czyimś bólem. I wtedy pojawi się niepokój, rozdrażnienie, którego źródło jest na zewnątrz. A nasze własne myśli staną się naszym wrogiem, zatrują nasz umysł.
Tylko zatopieni we własnej ciszy, możemy pomóc czyjemuś cierpieniu.




Energia smutku zasłania ciszę, prawdziwe odczucia, naszą wewnętrzną ostoję spokoju. Energia bólu powoduje naszą reakcję. Chcemy się bronić... Nasze myśli zarażają się niepokojem. Do zmysłów dociera zły wzorzec...
Jak poradzić sobie z takim stanem? Wsłuchaj się we własną ciszę, rozpoznaj obce źródło bólu, nie daj się sprowokować, pozwól myślom smutku pójść dalej.
A jak rozpoznać ten stan? To uczucie niepokoju, a twoje własne myśli drętwieją... Ty wiesz, że dzieje się coś złego. W takiej chwili zamknij oczy i wycisz swój umysł. Poszukaj prawdziwych odczuć. Gdy je odnajdziesz, zrozumiesz skąd ten niepokój i rozdrażnienie. Nie pozwól na dotyk bólu.




W twoim otoczeniu jest wiele istnień, różnych obcych myśli. Zajrzyj wgłąb siebie, rozpoznaj swój umysł, uspokój bieg myśli, każdej się przyjrzyj, a potem daj im sen. Wtedy obudzi się twoje odczuwanie, ujawni się świat uczuć... W ciszy myślenia odnajdziesz prawdziwość istnienia i swój idealny spokój. Ten stan cię ochroni.

Gdy czujesz, że dotyka cię czyjaś myśl, zatrzymaj się na chwilę, poszukaj kolorów. Gdy dociera do ciebie niepokój, dziwne rozdrażnienie, to właśnie ten moment...
Ta energia przychodzi z zewnątrz, zaraża twe zmysły, zatruwa twój spokój. Ciemna warstwa myśli zakrywa twe wnętrze. Trudno wtedy dotrzeć do siebie, uspokoić spojrzenie... Żyjesz złudzeniem, snem nieobudzonym, choć marzysz o ciszy, cieple, przytuleniu... Żyjesz iluzją, a pragniesz prawdziwych zdarzeń. Szukaj barw ciepła i wyciszenia. Jakie to kolory? Jak je rozpoznać? Odnajdziesz je w swym wnętrzu, gdy myśli umilkną, gdy cisza nastanie. Wtedy je odzyskasz...
Nie pozwól na dotyk, nie zatrzymuj wzroku na barwach nieznanych, w których chłód wyczuwasz.
Wtedy odzyskasz spokój, odnajdziesz własną ciszę i prawdziwe istnienie.




Co robię, gdy czuję niepokój?
Gdzie szukam pomocy, gdy pojawia się coś co odbiera mi moją ciszę?
Idę do lasu... dotykam drzew, odnajduję kolory. Spoglądam na zieleń, błękit i... Słońce. Szukam schronienia i odpowiedzi.
Skąd ten stan? Gdzie jego źródło? Czy coś się wydarzy?
A może już było, a ja nie dostrzegłam?
A może...?
Nie pozwalam się dotknąć, szukam...
Gdy odnajduję odpowiedzi, powraca spokój.
Odzyskuję ciszę, bo zrozumiałam.
Odnajduję siebie, bo jestem tu i teraz, bo wiem, że istnieje prawdziwa chwila.
Nie pozwalam, nie dopuszczam, nie zgadzam się na niepokój...
Wtedy powraca moja cisza.




Taki zwykły dzień, ale czy na pewno?
Tych parę chwil, które warto zatrzymać w pamięci... a najważniejsza pod wieczór. Czyste niebo i zachodzące Słońce. Ja biegnę nad rzekę, chcę zatrzymać urok tego czasu. Jednak Słońce odchodzi, gdy docieram jest już za horyzontem. To jednak była niezwykła chwila... Goniłam Słońce, a ono zdołało ukryć swe promienie przede mną. Ale to nic smutnego, urok tej chwili wypełnił me serce. Biegnąc za Słońcem, czułam szczęście. Dzisiaj spróbuję znowu, będę tam wcześniej. A Słońce też tam będzie, bo to jego miejsce. Razem powiemy dobranoc... pożegnamy dzień, który zachodzi... i powitamy Księżyc, czar nocy wschodzący. Tajemnica nocnych chwil ukryta jest w Księżycu. Zasypiam razem z nim, oczekując wschodu Słońca, a myśli są daleko, pozostały uczucia. Poczułam swoje istnienie, wystarczyła ta krótka chwila.




Myśli zasłaniają prawdziwy obraz tego co dostrzegasz. Ten obraz jest zniekształcony przez twoje własne wyobrażenia, porównania, pamięć chwil przeszłych. Podświadomość podpowiada, tworząc złudzenie rzeczywistości.
Wycisz myślenie, zaufaj intuicji, dotknij swojego istnienia...
Gdy odszukasz prawdziwe kolory, odnajdziesz siebie.
Dotknij, poznaj naprawdę, nie oceniaj, nie porównuj, nie myśl...
Wtedy ujrzysz to co istnieje, a nie własną wyobraźnię.




W ciszy, w milczeniu zaczynasz dostrzegać prawdziwe zarysy istnienia. Nie są skażone twoim wyobrażeniem tego co jest wokół, zniekształconym obrazem twojej podświadomości, podszeptami umysłu... twych myśli, które zatruwają dotyk istnienia...

Zabiorę cię w podróż, jeśli tylko zechcesz, do prawdziwej krainy szczęścia... Miejsca, gdzie kolory potrafią cię zaskoczyć, gdzie patrzysz i widzisz... przeżywasz naprawdę. Spoglądasz bez zniekształcania rzeczywistości, bez śladów wyobraźni zbudowanych na bazie twych myśli, tego co ukryte w podświadomości. Tylko patrząc i widząc możesz istnieć naprawdę, bez maski zasłaniającej twe oczy. Zacznij żyć, dotknij rzeczywistości. Zrób to, wtedy będziesz szczęśliwy.





sobota, 27 kwietnia 2013

Dom

Jestem jak bezdomny ptak, który przyleciał do nieznanej krainy. Wędruję między jawą a snem, odnajdując skrawki istnienia. Buduję nowe gniazdo, oddaję mu swe ciepło, wplatam w warkocz marzeń... Być może to czyjś sen...?


Za delikatną tęczą snów rośnie mój dom... dom marzeń, cichych słów, przyszłych wspomnień.  Proszę, bądź... przytul mnie... otocz swym światłem, ujawnij sen. To ta chwila... oczekiwania czas już mija... marzenie w jawę się zmienia... właśnie teraz. Otul mnie swym ciepłem w cieniu silnych drzew... daj moc istnienia i zrozumienia tych chwil... ja czekam... nadejdziesz?
Czyżby tam ukryło się szczęście?

Skrawki domu... ledwo widoczne na jawie, wyobraźnia dorysowuje resztę, a dom wzrasta w mych marzeniach. Moje sny ujawniają nadzieję, podążam tym szlakiem...
To miejsce powstaje każdego dnia, w każdej chwili jego niewielki fragment, jak skrawek istnienia ze snu. Potrzebuję tych drobinek, to układanka szczęścia. Gdy ją poskładam, zamieszkam w mym śnie, który jawą się stanie.


Jaki będzie mój nowy dom? Jak ze świata złudzeń...? W zieleni drzew utonie, w błękicie mych marzeń, w ciszy spokojnych snów. Zamieszkam w nim wraz z moim sercem, oddam mu ciepło, a on spełni me marzenie. Gdy przejdę przez jego drzwi... odzyskam siebie.

Wędrując w poszukiwaniu siebie, odnalazłam dom... miejsce wyciszenia, spokój, ciszę... miejsce, w którym chcę żyć, spełnić swoje szczęście, dotknąć swej miłości, posmakować snów. To mój dom, który tworzę... od pierwszej myśli do zamknięcia drzwi. Dom chwil tylko cichych, bez smutku i wspomnień, bez życia dla celu... Dom prawdziwego istnienia na jawie, każdego dnia, w każdym momencie.


W błękicie dnia wyjdę przed drzwi, zamknę swe oczy, usłyszę szum drzew i ptaków śpiew... odgłosy życia, świadków mego istnienia... i tych chwil.
Zimowym wieczorem rozpalę ogień w kominku i zatopię wzrok w tańcu płomyków. A potem zasnę niezwykłym snem, błądząc wśród ciepła pomarańczowych iskierek. Ich światło mnie otuli i przyniesie spokój. Odnajdę w nim siebie i swoje szczęście... i miłość.
Letnim porankiem orzeźwię swój umysł, dotknę wzrokiem barw rozjaśnionych wschodzącym Słońcem. Odrzucę w niepamięć skrawki złych wspomnień. Odnajdę ciszę nowych jasnych chwil. Letnim porankiem odzyskam... siebie.


Błądząc wśród drzew, moich przyjaciół, odnajdę siły i radość istnienia. Spojrzę przed siebie z odwagą i dumą, i już nigdy nie opuszczę wzroku, nie ucieknę spojrzeniem... W ucieczce przed chłodem, odszukam ciepło w sobie. Żaden mroźny powiew już mnie nie skrzywdzi. Żar mego serca każdy chłód ogrzeje. Oddam swe ciepło, podzielę się miłością, a potem przytulę do drzew i błękitu...

Mój dom, mój sen, moje marzenie. Dom to przytulenie... to ciepło kominka wieczorną porą... to promyk Słońca o poranku... to zieleń łąk i zieleń lasów... to błękit nieba i czerwień zachodzącego Słońca... to każda chwila spędzona w jego wnętrzu... i on w mym śnie, jeśli nadejdzie... To wyciszenie moich myśli i pożegnanie z niepamięcią wspomnień, cierpieniem pragnień. Nie czujesz już bólu, nie tęsknisz, nie czekasz... istniejesz naprawdę i dotykasz odczuć tej chwili. To czas... ten właściwy.

Buduję mój dom... moje miejsce. Odradzam się ze smutku. Tworzę nowe szczęście... jego ulotne fragmenty, ledwo dostrzegalne. Dotykają mego serca, trwa spokój, cisza i... milczenie. Słowa nie są już potrzebne. Buduję swoje szczęście, każdego dnia jego niewielki fragment. A chwile tworzenia to nowy czas, nowe spojrzenie, momenty najgłębszych odczuć. Otulona światłem miłości i ciepłem drzew, w ciszy tworzę nowy dzień.


Jestem jak bezdomny ptak, który przyleciał do nieznanej krainy. Wędruję między jawą a snem, odnajdując skrawki istnienia. Buduję nowe gniazdo, oddaję mu swe ciepło, wplatam w warkocz marzeń... Być może to czyjś sen...?
Jestem jak ptak błądzący w przestworzach... szybuję wśród błękitu. I cieszy mnie każda z chwil, gdyż one tworzą rzeczywistość. Czas budowania to czas odradzania... to czas dotykania chwil najważniejszych. Mój dom jest jeszcze w moich snach, lecz niedługo pojawi się w moim sercu. Buduję go każdego dnia, a każda z chwil to kolejna cegiełka. Wiem, że nadejdzie taki czas... czas spełnienia... gdy przekroczę próg i pierwszy raz odfrunę w głębię tylko moich prawdziwych przeżyć. Zniewolenie minie i już nigdy nie powróci. Zacznie się dla mnie nowy czas... czas spokoju i miłości.
Ciepłem drzew otulona, już nigdy nie będę tęsknić.



niedziela, 7 kwietnia 2013

Ta chwila...

Otwórz oczy, zatrzymaj się w ciszy... Zauważ to miejsce, tu i teraz... Ta chwila jest najważniejsza, to sens istnienia.


Drzwi już otwarte, przeszłam przez nie... i co widzę? Nie jestem pewna... Co czuję? Światło i ciepło... Co zrobię? Dotrę do celu... Ale co z drogą? Jest czy jej nie ma? Co ją kształtuje... Czy mogę ją zmieniać? Czy droga jest we mnie, w moich marzeniach? Czy może już istnieje, a ja ją tylko odnajduję? Stawiam kolejne kroki, oznak życia wypatruję...


Istnieje tylko cel, koniec podróży... Widać go na horyzoncie zdarzeń. Drogi jeszcze nie ma. Jest wiele możliwości, które zależą od nas, od innych, od myśli, od uczuć, od kolejnej chwili... W każdym momencie dokonujemy wyboru, wpływamy na kształt ścieżki, którą podążamy do celu. Wszystko wokół, każda myśl, smutek, cierpienie, radość, szczęście... dotykają naszych chwil. Wszystko wokół dotyka naszych decyzji, ma na nie wpływ... Robię niewielkie kroki, a ze mną wszystko wokół. Każdy z nich zbliża mnie do celu, a ze mną wszystko wokół... Do miejsca, w którym odnajdę szczęście... Nie dotrę tam sama.

A może już jestem szczęśliwa? A świat się uśmiecha? Wstaję o poranku, spoglądam na Słońce i wiem, że ta chwila jest najważniejsza. Ten moment, ten czas, to odczucie... To moje życie, właśnie teraz, w tym miejscu, to ja. Czy czegoś pragnę? Czy za czymś tęsknię? Są takie chwile, krótkie zawahania, jednak coraz rzadsze. Już nie pragnę jego przytulenia, wystarczy cisza i ciepło mych drzew. Ukojenie myśli ujawniło drogę do istnienia, jego światła, jego treści... Odnalazłam swoją ciszę. Droga do niej była trudna, oblana cierpieniem. Chodziłam cudzymi ścieżkami, bez sensu błądziłam... Teraz odnalazłam ciepło, a przecież tak bardzo tęskniłam. Teraz jest cisza, spokój istnienia... Już nawet w snach nie proszę. Zasypiam w ciszy i nic już nie słyszę. Żadnej tęsknoty. Ważna jest tylko ta chwila. I wiem dokąd dojdę...
A może już doszłam? Może jestem w tym miejscu? Może odnalazłam szczęście, dotykając własnego światła? Czy to prawda? Wystarczy otworzyć oczy, zatrzymać się w ciszy... Wystarczy zauważyć to miejsce, tu i teraz... Ta chwila jest najważniejsza, to sens istnienia.